Miliardy euro z SAFE na zbrojenia. Cicha wojna resortów i “realne wątpliwości” prezydenta

Prawdziwe dziennikarstwo. Niezależna redakcja. ZA DARMO.
Sprawa miliardów euro preferencyjnych pożyczek z unijnego programu SAFE – obok tematu dotyczącego życiorysu i poświadczeń bezpieczeństwa marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego – będzie jednym z głównych punktów Rady Bezpieczeństwa Narodowego, którą na 11 lutego zwołał prezydent Karol Nawrocki.
Ustawa powołująca nowy fundusz (Finansowy Instrument Zwiększania Bezpieczeństwa – FIZB) do obsługi SAFE, będzie przedmiotem obrad najbliższego posiedzenia rządu. A to nie odbędzie się we wtorek, jak to bywa najczęściej w przypadku spotkań Rady Ministrów, lecz w środę i to tuż przed posiedzeniem RBN.
Nagrali go w sklepie. Potem spacerował przy komendzie. Oto finał
– Wygląda na to, że Tusk postanowił nie oddawać pola gry tego dnia prezydentowi – komentuje rozmówca z koalicji. W tej sytuacji przyjęcie przez rząd ustawy o SAFE ma wywrzeć presję na prezydenta, by ten nie zwlekał z jej podpisaniem, gdy trafi na jego biurko. A intencja jest taka, by stało się to szybko – projekt może stanąć jeszcze na najbliższym posiedzeniu Sejmu, rozpoczynającym się 10 lutego.
“Są realne wątpliwości”
Sam fakt, że SAFE jest jednym z tematów RBN świadczy o tym, że Pałac Prezydenta albo ma realne wątpliwości wokół tego nowego instrumentu, albo chce odegrać polityczny spektakl wokół całej sprawy, który finalnie i tak skończy się podpisem prezydenta, choćby z uwagi na brak alternatywy dla SAFE.
Nasz rozmówca z otoczenia głowy państwa przekonuje, że chodzi o ten pierwszy przypadek. – Są realne wątpliwości. Zajmuje się tym tematem BBN – podkreśla i zapewnia, że rosnąca presja ze strony rządzących nie robi na Pałacu wrażenia.
– Mamy nadzieję na rzetelną debatę w sprawie SAFE. Bez szantaży emocjonalnych, a na argumenty. Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, co tam jest, a nie być tylko szachowaną argumentem: “są pieniądze z pożyczki i nie interesuj się Polko i Polaku, na jakich warunkach i na co będą wydane. Zaufaj Ursuli von der Leyen, ona zadba o Polskę jak matka najlepsza” – mówi rozmówca zbliżony do Karola Nawrockiego.
Minęło pół roku. Polacy rozliczyli Karola Nawrockiego
Jednocześnie odsyła nas do internetowego wpisu posła PiS Andrzeja Śliwki (“podanego dalej” przez szefa BBN Sławomira Cenckiewicza), w którym wylistował wątpliwości dotyczące SAFE.
W pierwszej kolejności PiS podkreśla, że “nie znamy ani postanowień umów pożyczek, ani porozumień operacyjnych, ani – co najważniejsze – realnego kosztu (oprocentowania) oraz marży/kosztów obsługi KE”. Podnoszony jest także fakt, że lista zakupowa Polski została utajniona, a wniosek o pozyskanie środków SAFE został złożony przez rząd bez wcześniejszej akceptacji prezydenta oraz sejmowej komisji obrony narodowej. PiS obawia się także, że w kolejnych latach w związku z funkcjonowaniem SAFE wygaszane będzie dotychczasowe pozabudżetowe źródło finansowania zbrojeń, czyli Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych (przewidziany w ustawie o obronie Ojczyzny). Nie ma też przekonania, że rzeczywiście blisko 90 proc. pieniędzy z SAFE trafi do polskiego przemysłu zbrojeniowego.
– Czy za “polski przemysł” uznana zostanie spółka działająca na prawie polskim, ale z dominującym kapitałem zagranicznym (np. Rheinmetall Polska)? Czy i w jaki sposób uwzględniono podwykonawców oraz krajowych dostawców? – dopytuje Andrzej Śliwka.
Rząd: wąpliwości nie ma
Rządzący kategorycznie odrzucają argumentację PiS.
– O SAFE mamy festiwal wypowiedzi, zazdrości i obłudy w wykonaniu naszych oponentów. Chyba nie mogą się pogodzić, że to oni nie wpadli na to, by UE inwestowała w zakupy zbrojeniowe. Gdy oni starali się o kilka milionów euro, my bierzemy 44 mld euro najlepiej oprocentowanej na rynku pożyczki. Większość tych pieniędzy trafi do polskich spółek. Tak więc to bardziej inwestycja niż pożyczka – zwrócił uwagę na poniedziałkowej konferencji szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
Inny polityk koalicji rządzącej zachwala warunki udzielanej w ramach SAFE pożyczki. – Kontrakty amerykańskie też są finansowane z kredytów na ok. 4,5 proc., koreańskie są bliżej 6 proc., a w SAFE jest około 3 proc. Więc jak dziś pisowcy mówią o wysokim koszcie pożyczek z tego źródła, to mogą sobie porównać z innymi kontraktami. Na rynku nie ma tańszego pieniądza – komentuje rozmówca z koalicji. Także szef MON na wspomnianej konferencji podkreślił, że spłata pożyczki z SAFE zacznie się dopiero po 10 latach i potrwa aż do 2070 roku. A jeśli UE będzie się rozwijać, zdaniem ministra jest szansa, że jakaś część zostanie umorzona.
Wiceszef MON Cezary Tomczyk zwrócił na poniedziałkowej konferencji uwagę, że o pieniądze z SAFE wystąpił także węgierski przywódca i polityczny sojusznik PiS Viktor Orban. Z drugiej jednak strony instrumentem tym nie były zainteresowane np. Niemcy. Ale na to rządzący też znajdują swoje uzasadnienie.
– Sam fakt, że Niemcy nie przystąpili, ma związek z tym, że rating niemieckiej gospodarki jest zbliżony do ratingu europejskiego. I oni uznali, że oprocentowanie, które są w stanie uzyskać na rynku, jest nawet nieznacznie niższe od tego, które gwarantuje Komisja Europejska czy wspólne zaciąganie długu jako Unia. Pamiętajmy, że gdy my dzisiaj sami pożyczamy, emitujemy obligacje na dwa razy wyższy procent. Dla nas, dla mniejszych państw w Europie, to się bardzo opłaca – wskazuje Adam Jarubas, europoseł i wiceprezes PSL.
I nasi rządowi rozmówcy nie wyobrażają sobie braku podpisu prezydenta pod ustawą.
Spór w rządzie nie mniej gorący
Ale spór na linii duży pałac – mały pałac w tej sprawie to tylko jedna odsłona dyskusji wokół SAFE, ponieważ w rządzie także są poważne różnice zdań. Powodem są szczegółowe zapisy projektu ustawy o Finansowym Instrumencie Zwiększenia Bezpieczeństwa SAFE, a konkretnie kwestie finansowe. Jak zwykle w tego typu przypadkach, po przeciwnych stronach barykady są resort obrony i resort finansów.
– Minister finansów chce wydać jak najmniej a my jak najwięcej, to stały spór między nami. Ale nie ma co go demonizować, to proces, który ma doprowadzić do wypracowania rozwiązania, które jak każdy kompromis nikogo nie zadowoli, ale będzie jakimś złotym środkiem – zauważa rozmówca z MON.
Kością niezgody są zasady spłaty pożyczki oraz podział kompetencji między Ministerstwem Obrony Narodowej a resortem finansów. Najważniejszy punkt sporu to czy koszty obsługi spłaty zadłużenia z SAFE, mają obciążać budżet MON, jak dzieje się przy okazji obsługi Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. – Jeśli przyjmą wersję Ministerstwa Finansów, to ten system po prostu wybuchnie w pewnym momencie, a w 2028 lub 2029 roku w ogóle kończą się pieniądze na obronność – ostrzega nasz rozmówca z rządu.
I to nie są jedynie nieoficjalne pogróżki, tylko tego typu sformułowanie znalazło się w dokumencie stanowiącym oficjalne odniesienie się MON do uwag MFiG.
“Powyższy problem wiąże się z nierozwiązanym nadal problemem spłaty zadłużenia Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych po dniu 31.12.2028 r. Propozycja MF spotęguje już istniejący problem i w efekcie spowoduje skonsumowanie wszystkich posiadanych przez MON środków na transformację Sił Zbrojnych RP do obsługi zadłużenia obydwu funduszy, co w efekcie zatrzyma jakikolwiek proces rozbudowy i wzmacniania zdolności obronnych państwa”- możemy wyczytać w uzasadnieniu MON do odmowy przystania na pomysły MF.
MON grozi nawet, że docelowo grozi to wstrzymaniem finansowania już zawartych umów oraz kontraktowania w ujęciu wieloletnim. To kwestia, którą podnosi też opozycja. Choć rządzący wytykają, że to właśnie PiS, tworząc Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, nie określił dokładnie źródeł jego finansowania stąd obecne problemy.
W sprawie finansowania FIZB SAFE wspólny front trzymają MON i Magdalena Sobkowiak, która za program SAFE odpowiada w rządzie. Pytanie, czy jeśli rząd nie rozstrzygnie szybko tej kwestii, to w tym sporze nie będzie chciał uczestniczyć Karol Nawrocki, biorąc jako zwierzchnik sił zbrojnych stronę MON.
Drugi punkt sporny to kwestia refinansowania już zawartych umów. Znacząca część SAFE to de facto realizacja umów, które już zostały zawarte i nawet w części opłacone z budżetu MON. I w takim przypadku, jeśli z SAFE MON dostanie zwrot wcześniej wydanych pieniędzy, to MFIG chce, żeby te pieniądze trafiły do budżetu, czemu przeciwny jest resort obrony.
– Na przykład jeśli MON zapłacił x za czołg czy transporter i teraz dostanie zwrot tego X z SAFE, to MF chce by te pieniądze oddać do ogólnej puli w budżecie, a MON będzie musiał od nich pokryć odsetki i je potem spłacić. Dla MON-u to jest żaden interes – słyszymy od jednego z rozmówców.
To kontynuacja sporu, jaki wokół SAFE jest od miesięcy, ponieważ Ministerstwo Finansów chce, by jak najwięcej zawartych już kontraktów przerzucić na FIZB SAFE, ale dla MON jest to nieopłacalne, bo chciałby zużyć te pieniądze w jak największym stopniu na finansowanie nowych kontraktów.
Z obecnej listy wynika, że na przysługujące Polsce około 180 mld zł, około 50 mld zł zostanie wydane na nowe projekty np. takie jak system antydronowy SAN, jaki ma stanąć na granicy wschodniej. – Gdyby nie finansowanie z SAFE, to SAN mógłby zostać zrealizowany w jednej szóstej – zauważa rozmówca z MON. Z kolei np. zakup bojowego wozu piechoty Borsuk, który został przesądzony rok temu, a pierwsze Borsuki trafiły już do służby, także ma być sfinansowany z SAFE.
Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak, dziennikarze wp.pl



