News CA

Zwycięskie pożegnanie Roberta Lewandowskiego z Camp Nou!

Dokładnie 13 sierpnia 2022 roku Camp Nou po raz pierwszy zobaczyło Roberta Lewandowskiego w koszulce FC Barcelony w meczu ligowym. Polak nie trafił jeszcze wówczas do siatki w starciu z Rayo Vallecano, jednak dokonał tego w pierwszym spotkaniu wyjazdowym z Realem Sociedad. Alejandro Balde zagrał płasko w pole karne, a nasz rodak uprzedził obrońcę i wpakował piłkę do siatki. W tamtym spotkaniu trafił też po raz drugi (Barcelona wygrała 4:1), na dobre otwierając swoje bramkowe konto w katalońskich barwach.

Zobacz wideo Kosecki o Lewandowskim: To jest prawdziwy Robert, zdjął maskę

Przybył jako gwiazda, odchodzi jako legenda

Oto nadszedł 17 maja 2026 roku. Jesteśmy w tej historii 117 goli (odliczając te z Sociedad), dwa tytuły mistrza kraju, koronę króla strzelców La Liga i wiele innych osiągnięć później. Lewandowski dotarł do swojego ostatniego meczu na Spotify Camp Nou w barwach Barcelony. Na dobre pożegna się z klubem za tydzień, ale to właśnie starcie z Realem Betis było jego benefisem przed katalońską publicznością. Zespół z Sewilli dobrze zna jego umiejętności – Polak przed niedzielnym meczem miał na koncie pięć bramek w tej rywalizacji. Teraz trafiła się okazja, by spróbować zapolować na Betis po raz ostatni w La Liga. Okazja od pierwszej minuty, bo trener Hansi Flick już przed meczem zapowiadał, że Lewandowski znajdzie się w wyjściowej jedenastce. Niemiec mocno wtedy podkreślał, że Polak zasługuje na godne pożegnanie. 

Jeśli chodzi o presję wyniku, obie drużyny już jej nie miały. Real Betis skończy sezon na piątym miejscu i zagra w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie. Barcelona jest mistrzem Hiszpanii. Mieliśmy więc nadzieję, że skoro presji nie ma, to można poszaleć i to właśnie zrobią piłkarze obu zespołów. Pierwszy kwadrans meczu był jednak po tym kątem dość rozczarowujący. Jeden mocny strzał Raphinhi zza pola karnego po zejściu na lewą nogę (obroniony przez bramkarza) i tyle z konkretów. Jeśli coś się działo, to z reguły z udziałem właśnie Brazylijczyka. Jak w 18. minucie, gdy minął kilku obrońców i stanął oko w oko z golkiperem, którego jednak znów nie zdołał pokonać. 

Raphinha ratował widowisko

Swego w końcu dopiął. Choć nie z gry, a z rzutu wolnego. W 28. minucie sam wywalczył stały fragment gry około 20 metrów od bramki. Bramkarz Betisu po strzale ruszył w stronę zasłoniętą przez mur, ale Raphinha uderzył w przeciwnym kierunku, czym kompletnie Vallesa zaskoczył. Czy to był moment, który rozkręcił to spotkanie? Wręcz przeciwnie. Tempo było słabe, w zespole gości pokazywał się tylko Ez Abde (trafił nawet do bramki, ale Antony był wcześniej na spalonym). Barcelona z kolei w końcówce ładniej pograła, gdy na jeden kontakt wymienili się piłką Raphinha z Lewandowskim, a ten pierwszy wystawił do Fermina (huknął prosto w bramkarza). Do przerwy mieliśmy 1:0 oraz poczucie sporego niedosytu. 

Takie nudy, że Bellerin aż podał do rywala. I faktycznie rozkręcił mecz

Po przerwie wcale nie było lepiej. Nawet gorzej, bo w pierwszej połowie błyszczeli jeszcze Raphinha i Ez Abde, a na początku drugiej nawet oni zgaśli. Aż w końcu znalazł się ktoś, kto posłał bardzo dokładne podanie. Był to Hector Bellerin. Problem w tym, że w 62. minucie idealnie obsłużył… Raphinhę. Brazylijczyk pewnie się zdziwił tym prezentem od rywala, ale długo się nad tym nie zastanawiał. Zamiast tego pokonał bramkarza w sytuacji sam na sam. 

Betis niewiele robił, by gola strzelić, ale i tak go strzelił. Goście dostali w 69. minucie rzut karny za faul Gaviego na Isco. Była to spora kontrowersja, bo żadna powtórka nie rozwiała wątpliwości, ale po analizie VAR jedenastkę przyznano. Podszedł do niej Isco i pewnym strzałem w dolny róg bramki pokonał Garcię. Długo można było narzekać na brak emocji, ale jak już worek z golami się rozwiązał, to na dobre. Oto bowiem nadeszła 74. minuta i idealny strzał zza szesnastki autorstwa Joao Cancelo. Próbował, próbował i w końcu mu się udało.

Tak żegnają się tylko najwięksi!

Gola w tym meczu niestety nie strzelił Lewandowski. Polak zszedł w 85. minucie przy ogromnej owacji od publiki. Na jego twarzy były łzy, bo tak oto kończyła się prawdziwa era. Zmienił go Marc Casado. Polak opuścił boisko, ale dla kibiców nadal na nim był. Długo jeszcze skandowali jego nazwisko, a on w pewnym momencie jeszcze im pomachał. Meczem, który skończył się wynikiem 3:1, nikt się już nie przejmował. 

FC Barcelona – Real Betis 3:1 (Raphinha 28′, 62′, Cancelo 74′ – Isco 69′)

  • Barcelona: Joan Garcia – Kounde, Eric Garcia (63. Araujo), Martin, Cancelo – Gavi, Bernal (76. Olmo), Pedri – Raphinha (63. Bardghji), Lewandowski (85. Casado), Fermin (46. Balde)
  • Trener: Hansi Flick
  • Betis: Valles – Bellerin, Natan, Gomez, Firpo – Fidalgo (46. Isco), Amrabat (78. Roca), Deossa – Antony, Lo Celso (46. Bakambu), Ez Abde (78. Riquelme)
  • Trener: Manuel Pellegrini 
  • Sędzia: Guillermo Cuadra Fernandez
  • Żółte kartki: Kounde (Barcelona)

Related Articles

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Check Also
Close
Back to top button