0:6! Dramat Igi Świątek w finale dla Polski, niewytłumaczalna niemoc!

Na ten dzień polscy kibice czekali długie miesiące. Po tym, gdy okazało się, że Polacy zagrają w United Cup ze Stanami Zjednoczonymi, spodziewać się można było trudnej przeprawy. Gdy Iga Świątek przegrała z Coco Gauff, stało się jasne, że czekają nas nerwy do samego końca. Ale wtedy bohaterami zostali Katarzyna Kawa i Jan Zieliński, dając nam miejsce w trzecim finale tego turnieju z rzędu.
Mecz o tytuł rozpoczął się w niedzielę z samego rana od rywalizacji Świątek z Belindą Bencic. Szwajcarka w ostatnich dniach była niemal bezbłędna, prowadząc niespodziewanie swoją drużynę do finału, czego nie spodziewał się chyba nikt. Teraz to ona miała odpowiadać za postawienie się wielkiej faworytce i dokonanie ostatniej wielkiej sensacji w Sydney.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Ale reakcja Igi Świątek, brawo! A potem koszmar
I choć Polacy mogli obawiać się o dyspozycję Igi Świątek tuż po przegranym boleśnie meczu z Coco Gauff, początek spotkania wskazywał na to, że nasza gwiazda już zapomniała o tym niepowodzeniu. Błyskawicznie zdołała przełamać mistrzynię olimpijską z Tokio i dać Polsce pierwsze prowadzenie w niedzielnym finale. Gra naszej reprezentantki mogła podobać się kibicom zgromadzonym na trybunach.
Potem, po nieco trudniejszym gemie przy swoim serwisie, Świątek znów utrzymała podanie po katastrofalnym błędzie rywalki przy siatce. Mecz otworzył się dla Polaków naprawdę bardzo dobrze, co dawało nadzieję na sukces. Ale już kolejny gem pokazał, że tu potrzebna będzie walka do samego końca.
Szwajcarka najpierw utrzymała podanie, a potem wypracowała sobie aż trzy szanse na przełamanie powrotne. Świątek obroniła dwie pierwsze, a w trzeciej akcji też zrobiła wszystko dobrze, ale efektowny winner Bencic poskutkował błyskawicznym gemem dla Szwajcarii. W ten sposób rywalka zdołała wrócić do gry.
Od samego początku widać było, jak wiele ten mecz znaczy dla Igi Świątek. Nasza reprezentantka podchodzi poważnie do każdego meczu, a zwłaszcza do finałów, ale gdy stawką jest sukces Polski, motywacja jeszcze rośnie. Po wielu wygranych wymianach słyszeliśmy słynną “jazdę”, którą nasza tenisistka zmotywowała się przed break pointem już w kolejnym gemie. I błyskawicznie udało jej się odpowiedzieć Bencic kolejnym przełamaniem.
Mecz w tym momencie stał się nieco szarpany. Szwajcarka ponownie odpowiedziała przełamaniem, ale Świątek znów zareagowała tym samym, wychodząc na prowadzenie 5:3. W tym momencie każda pomyłka była podwójnie kosztowna, a Polska była o krok od pierwszego seta w finale United Cup.
Pierwszy setbol nie przyniósł nam szczęścia, ale za drugim uśmiechnęło się ono właśnie do Polki, która po bekhendzie trafiła w samiutką linię, wyprowadzając Polskę na prowadzenie 6:3. Otwierający set tego meczu absolutnie nie był łatwy, ale w decydujących momentach to Świątek była bardziej konkretna, nawet pomimo niebywałego naporu ze strony przeciwniczki. Nic nie zwiastowało sensacji, do jakiej miało dojść za kilkanaście minut.
Belinda Bencic, jakby napędzona niepowodzeniem na początku spotkania, wygrała pierwsze osiem punktów drugiego seta, błyskawicznie przełamując Igę Świątek do zera. Ten mecz pokazał jednak, że Bencic ma nieco większe kłopoty przy swoim podaniu, więc Polka nie mogła odbierać sobie szans na odwrócenie losów tej partii.
I choć taka pojawiła się przy kolejnej okazji, to Bencic wyszła z opresji i prowadziła 3:0. W tym momencie polscy kibice mogli się już zaniepokoić, zwłaszcza że przy kolejnym serwisie Świątek znów pojawiła się szansa na przełamanie dla Bencic. I to, co los dał Raszyniance przy piłce setowej, odebrał jej przy break poincie na 4:0 dla rywalki, gdy piłka przetoczyła się po taśmie i spadła na połowie Polki.
Totalny zwrot. Iga Świątek była rozbita
W tym momencie wyglądało to trochę tak, jakby nasza reprezentantka spisała drugą partię na straty. Ostatecznie zakończyła się ona wynikiem 6:0 na korzyść Belindy Bencic, a zmotywowana Szwajcarka miała pełne prawo wierzyć w to, że uda jej się sensacyjnie odwrócić losy tego spotkania. W końcu nic nie zwiastowało tego, jak potoczy się to spotkanie w drugim secie. Świątek musiała natychmiast wyrzucić tę partię z głowy i do końca walczyć o wygraną.
W całym drugim secie Świątek zanotowała tylko jedno zagranie wygrywające przy aż 13 niewymuszonych błędach. Przy takich liczbach wynik nie mógł być inny.
Przed decydującą partią Polka potrzebowała przede wszystkim uspokojenia i powrotu do dyspozycji z pierwszego seta. W końcu udało jej się przerwać passę gemów zdobytych przez rywalkę z rzędu, pojawiły się też efektowne zagrania, po których Bencic poczuła się niepewnie przy swoim podaniu. Szwajcarka jednak nie dawała za wygraną i wybroniła się, a potem znów przerzuciła presję na Polkę.
To Bencic wywalczyła przełamanie jako pierwsza w trzecim secie, czyniąc to w czwartym gemie. Można było zastanawiać się tylko, jakim cudem mistrzyni olimpijska nie popełnia praktycznie ani jednego błędu, co nie było normą w pierwszym secie. Faktem jest jednak także to, że Polka znacząco obniżyła loty po dobrej otwierającej partii w swoim wykonaniu.
Korzystny wynik pozwalał rywalce na układanie seta według swojej taktyki, a Świątek w istocie potrzebowała cudu, by odrobić straty do rywalki. Nawet świetne returny nie pomagały, a serwis utrzymany po ogromnych nerwach okazywał się bez znaczenia, gdy Bencic tak pewnie wygrywała swoje gemy serwisowe.
Do tego cudu niestety nie doszło. Choć Świątek obroniła dwie piłki meczowe kapitalnym serwisem i obroniła swoje podanie, to w kluczowym momencie Bencic serwowała po zwycięstwo. I swojej szansy już niestety nie zmarnowała.
To bardzo złe wieści, ale jednocześnie to nie koniec nadziei Biało-Czerwonych. Cała nadzieja w tym, że Hubert Hurkacz pokona Stanislasa Wawrinkę, a potem polski mikst okaże się lepszy od szwajcarskiego. W innym wypadku to Szwajcaria sensacyjnie sięgnie po tytuł w finale United Cup.
Iga Świątek — Belinda Bencic 6:3, 0:6, 3:6



