Zapomniany raj w Europie. “Polacy są tam, gdzie nie powinno ich być”

Halili jest antropologiem kultury, filologiem i historykiem, wykładowcą Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, a przy okazji wielkim fanem futbolu.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Od 30 lat mieszka w Polsce, świetnie zna więc oba kraje. Przed meczem barażowym o awans na mundial Polska — Albania opowiada o ciemnej stronie tamtejszego futbolu i powiązaniach między światem polityki a piłki. Jak to częste na Bałkanach, są one dość silne. — Formalnie jest to rozdzielone, ale na pewno tam gdzie są pieniądze, to są oligarchowie. Wokół tego kręci się ten biznes — nie kryje dr Halili.
— Piłka łączy naród, reprezentacja jest dobrze postrzegana na poziomie ogólnym, ale jak schodzimy na poziom ligi, to są tam różne interesy. W Albanii panuje percepcja, że w świecie futbolu jest korupcja. Nie mam dowodów, że świat piłki jest skorumpowany i mecze sprzedawane, ale przypomina mi to choroby polskiej ligi z lat 90. — opowiada.
Tyle że tam nikt jeszcze nie wziął się za rozwiązywanie pewnych problemów. W 2018 r. zareagowała UEFA i klub Skenderbeu Korcza został wykluczony z europejskich pucharów na 10 lat za ustawianie meczów, tak aby niektóre osoby mogły wygrywać u bukmacherów. Podejrzanych było ponad 50 meczów z udziałem tego klubu. W tamtym czasie był to lokalny potentat, w latach 2012–2018 zdobył aż sześć mistrzowskich tytułów.
Od tej pory popadł w przeciętność, nie znalazł się więcej nawet na podium, a w 2022 r. spadł z ligi, wrócił do niej, ale znów zleciał i teraz gra tylko na zapleczu albańskiej elity.
Albański związek i skandale
Wiele kontrowersji budzi też działalność tamtejszej federacji. — Związek nie jest lubiany w społeczeństwie. Istnieje percepcja, że są tam mafijne powiązania i korupcja. Oczywiście jest domniemanie niewinności, ale jeśli spytać przeciętnego Albańczyka o naszą federację, to nie będzie miał o niej dobrego zdania. Jedni są źli, że bilety na mecze reprezentacji dostają tylko wybrani, a inni by chcieli, by nie było korupcji. Nie mam dowodów, ale jak jest dym, to musi być ogień — mówi wprost.
dr Rigels-HaliliStudium Europy Wschodniej UW
Do tego dochodzą powiązania polityki i sportu. Tamtejsi politycy chcą się mieszać do świata futbolu. — To nie tak, że premier albo minister sportu przychodzi i mówi, kto ma wygrać mecz, ale są powiązania elit politycznych i sportowych. Jedne kluby lubią premiera i inne nie lubią. Premier był koszykarzem, sport jest obecny w polityce — mówi.
— Członkowie parlamentu chcą wpływać na wyborców za pomocą sportu. To nie tak, że dany polityk działa jawnie, żeby coś było na jego korzyść. Nikogo nie załapali i nie skazali, ale jest percepcja, że tak się dzieje — mówi.
W 2021 r. zablokowano konta federacji, po tym jak ta bezprawnie wypłaciła Dinamo City Tirana ponad 1 mln euro od UEFA, mimo że konta klubu były zablokowane. Przelała środki na inne konto.
O ingerencji władz w świat futbolu najgłośniej było w 2022 r. po wyborach władz federacji. — Jak wybrano prezesa federacji, to rząd nie zgadzał się na to. Było trochę jak w Polsce, gdy minister sportu uwziął się na PZPN. Była hucpa, bo zbliżały się wybory — mówi Halili.
UEFA wówczas groziła Albanii zawieszeniem za ingerencję polityków w świat futbolu i ci musieli w końcu się ugiąć.
Prezes albańskiej federacji Armand Duka podczas meczu Austria – Francja na Euro 2024Andreas Rentz / Getty Images
Europejska federacja broniła bowiem prezesa Armanda Duki, który ma tam świetne kontakty. Od 2019 r. członkiem Komitetu Wykonawczego, a w 2023 r. został nawet jednym z wiceprezydentów tej organizacji.
Albańską federacją rządzi od 2002 r. Prokuratura prowadziła wobec niego różne śledztwa w sprawie manipulacji przy wyborach, ale wszystko uchodzi mu na sucho, a mając wsparcie z UEFA może dodatkowo czuć się mocny.
“Liga na poziomie Agrykoli”
O ile reprezentacja prezentuje niezły poziom, to gorzej wygląda tamtejsza liga. W rankingu UEFA, opartym na wynikach klubów w europejskich pucharach, Albania zajmuje dopiero 44. miejsce. Ustępuje nawet Wyspom Owczym, Malcie i Liechtensteinowi. Mimo powstania Ligi Konferencji, do której dostała się nawet drużyna z Gibraltaru, żaden albański klub nie grał nigdy w fazie grupowej lub pucharowej europejskich rozgrywek.
— Jest bardzo dużo obcokrajowców z Brazylii i Afryki, ale nasza liga nie jest udana. To prawie poziom Agrykoli, gdzie grywam z kolegami — mówi wprost dr Halili.
— W Tiranie są podziały wśród kibiców. Partizani jest kojarzone z wojskiem, Dinamo należało do MSW, jest więc nielubiane, a największą popularnością cieszy się FK Tirana. Najbardziej zagorzałych fanów ma Vllaznia Szkodra. W Albanii nie ma ustawek, ale są Żylety — opowiada o ultrasach. — Ja jestem kibicem Luftetari z południa kraju, skąd pochodzę — mówi.
Optymizm w Albanii przed meczem z Polską
Teraz jednak albańscy fani zjednoczą się w kibicowaniu kadrze. — Wszyscy czekają na mecz z Polską. W Albanii jest optymizm, ale w naszej kadrze są dwa ważne braki [nie wystąpią z powodu kontuzji napastnicy Rey Manaj i Mirlind Daku]. Albania ostatnio na Narodowym przegrała, ale to grała lepiej [0:1 w 2023 r. w eliminacjach Euro]. Z kolei ostatnio w Tiranie Polska przegrała. Gdyby mecz był znów w Albanii, ta miałaby wielkie szanse, ale przy pełnym Narodowym będzie jej ciężej — mówi.
Tam też będą wspierać ją fani. — Trudno dostać bilety. Federacja rozdziela według własnego uznania. Na mecz przyjedzie wielu Albańczyków, ale część z nich bez biletu i posiedzą w knajpach. Mam nadzieję, że nie dojdzie do żadnych awantur — liczy dr Halili.
— Ja stoję jedną nogą tu, drugą tam. Niech wygra lepszy. Chcę, aby to był dobry mecz. Idę na mecz, wezmę polski szalik i albańską koszulkę. Mam już bilet. Wstanę, gdy będzie odgrywany jeden i drugi hymn, nie podobają mi się gwizdy podczas hymnu przeciwnika — mówi.
Albańczyk zdziwił się, ile Polacy piją wódki
Serce ma rozdarte, bo choć jest Albańczykiem, to w Polsce spędził większość życia. — Przyjechałem tu 30 lat temu. Dostałem stypendium i tak się potoczyło, że zostałem tu na stałe. Warszawę znam jak swoje miasto. Nie jestem kibicem Legii, ale Polonii. Teraz nie mam jednak za bardzo czasu, by chodzić na jej mecze — mówi.
— Wszystko było dla mnie nowe, ale przyjąłem to jako rzeczywistość — wspomina.
Największym zaskoczeniem były dla niego alkoholowe zwyczaje Polaków. — Nie lubię wódki, a gdy studiowałem, siwucha była wszechobecna. W Albanii pije się inaczej. W Polsce szotami, a w Albanii sączy się alkohol i nie ma tak, że ktoś się upija. Polacy się jednak zmienili pod tym względem od czasu moich studiów — mówi.
Na mniejszą konsumpcję alkoholu w Albanii wpływ może to, że dominującą religią jest islam. — Albania jest krajem wieloreligijnym — protestuje dr Halili. — 45 proc. społeczeństwa deklaruje się jako muzułmanie, ale są też prawosławni, ewangelicy, a premier jest katolikiem. Jest tam najwięcej małżeństw mieszanych w Europie — tłumaczy.
— Polaków i Albańczyków wiele łączy. Są żywiołowi, ciężko pracują i lubią się bawić. W obu krajach prawda i dane słowo się liczą. Albańczycy może częściej wychodzą z domów, a nie tylko w piątek i sobotę jak Polacy. Życie toczy się bardziej na zewnątrz, na co wpływa śródziemnomorski klimat, nie ma prywatek w domach jak w Polsce — mówi.
— Polacy stanowią w Albanii największą grupę turystów, nie licząc Albańczyków z Kosowa. W zeszłym roku przyjechało do nas 300 tys. Polaków. Ostatnio kupują tam mieszkania. Popularność Albanii wynika stąd, że Chorwacja stała się droga, a Czarnogóra ma mniejsze plaże — tłumaczy.
— W Albanii regularnie spotykam Polaków. Są nawet tam, gdzie teoretycznie nie powinno ich być. Byłem w górach na północy Albanii i gospodarz pokazał mi butelkę Soplicy. Jak tam trafili Polacy, to nie wiem, ale zostawili po sobie ślad — śmieje się dr Halili.




