News UK

Niezwykłe kulisy paraliżu w polskim wojsku. Informacja zginęła w poczcie generała

Amerykańskie wojska lądowe wstrzymały planowaną rotację ponad 4 tys. żołnierzy brygady pancernej do Polski — poinformowały w środę media zza oceanu. Jako pierwszy wiadomość podał portal “Army Times”, pisząc, że decyzja dotyczy 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej z 1. Dywizji Kawalerii, która miała zostać rozmieszczona w naszym kraju. Podobne doniesienia opublikowali dziennikarze “Stars and Stripes” czy “The Wall Street Journal”.

Amerykańskie media powoływały się na słowa przedstawicieli armii USA, którzy potwierdzali zmianę planów w zakresie przerzutu wojsk do Polski, jednak nie ujawniali przyczyn tej decyzji. Pentagon zresztą do tej pory oficjalnie nie odniósł się do sprawy. W środę w nocy na temat decyzji Amerykanów wypowiedział się wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Na jednym z portali społecznościowych uspokajał, że wstrzymanie rotacji amerykańskich wojsk nie oznacza redukcji ich liczebności w Polsce.

W czwartek z kolei minister Kosiniak-Kamysz na konferencji prasowej przyznał, że informacje na temat decyzji Pentagonu konsultował z gen. Alexusem Grynkewichem, zastępcą Dowódcy Armii USA w Europie i Afryce. Był też w tej sprawie w stałym kontakcie ze zwierzchnikiem sił zbrojnych, prezydentem Karolem Nawrockim, oraz z premierem Donaldem Tuskiem. Choć sprawa dotyczy wojska, dotąd nie odniósł się do niej publicznie szef sztabu, gen. Wiesław Kukuła. Pierwszy żołnierz nie był też obecny na konferencji z ministrem, który te kwestie omawiał. Czy to oznacza, że wojsko nic na temat wstrzymania rotacji amerykańskich żołnierzy nie wiedziało?

Władysław Kosiniak-Kamysz w czasie konferencji w SejmiePaweł Supernak / PAP

“Wiadomość leżała u generała”

Z informacji Onetu wynika, że polskie władze polityczne były kompletnie zaskoczone decyzją sojusznika zza oceanu. Jednak, jak się dowiadujemy, w tym samym czasie, kiedy Pentagon informował dowódców swojej 2. Brygady Pancernej, że na razie nie lecą do Polski, lakoniczna informacja na ten temat trafiła również do szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, gen. Wiesława Kukuły. Potwierdziliśmy ten fakt w trzech niezależnych od siebie źródłach wojskowych z bezpośredniego otoczenia szefa sztabu.

Amerykanie w poniedziałek lub we wtorek wysłali wiadomość o wstrzymaniu przerzutu wojsk do Sztabu Generalnego Wojska Polskiego poprzez niejawny system łączności dedykowany do kontaktów z sojusznikami.

— W sztabie generalnym funkcjonuje tzw. zagraniczna kancelaria tajna. Na komputery, które się tam znajdują, przychodzą informacje od sojuszników. Następnie są one rejestrowane w kancelarii tajnej, a potem drukowane na papier. W takiej formie trafiają na biurko szefa sztabu albo do jego zastępcy. Oni to czytają i dekretują. Dopiero wtedy informacje idą w dół do zarządów — wyjaśnia wysoki rangą wojskowy.

Kolejny oficer dodaje: — Szef sztabu poinformował zarządy dopiero w środę. Materiał od Amerykanów wszedł więc do sztabu, ale leżał u gen. Kukuły, który musi wszystko osobiście autoryzować czy to jest jadłospis z Brukseli, czy wycofanie wojsk amerykańskich z Polski. Obie informacje tak samo czekają, aż je rozpatrzy.

Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Wiesław KukułaMarcin Obara / PAP

Rozbieżne wersje

O komentarz poprosiliśmy rzecznika prasowego SGWP, płk. Marka Pietrzaka. — Mój komentarz do sprawy: proszę zmienić informatorów. Podtrzymuję stanowisko, że żadne informacje dotyczące wstrzymania rotacji sił amerykańskich nie wpłynęły w poniedziałek do SG — przekazał.

Co innego mówią jednak wysocy rangą oficerowie. — Potwierdzam, że do sztabu wpłynęła taka informacja. Amerykanie powiadomili nas o wstrzymaniu części rotacji — przyznaje nasz rozmówca w stopniu generała. Inny wojskowy dodaje: — Amerykanie na początku tygodnia poinformowali sztab o wstrzymaniu rotacji, bo to on odpowiada za koordynację obecności sił USA w Polsce.

Z naszych ustaleń wynika, że amerykańska notatka dotycząca przerzutu żołnierzy 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej z Teksasu do Polski była niezwykle oszczędna. Sojusznicy nie dołączyli do niej żadnych wyjaśnień ani uzasadnienia. Potwierdza to kolejne nasze źródło zbliżone do Sztabu Generalnego. — To była krótka, jednozdaniowa informacja przesłana rutynowym kanałem wojskowym w trybie roboczym — mówi. Problem w tym, że przez prawie dwie doby nikt jej nie odczytał.

“Typowy bajzel organizacyjny”

— To, co stało się w sztabie, to typowy bajzel organizacyjny. Z ustawy o ochronie informacji niejawnych wynika, że tylko szef instytucji może czytać niejawną korespondencję. Trzeba jednak robić bajpasy, by instytucja działała i miała ciągłość. Wiadomo, że szef sztabu często wyjeżdża i jest bardzo zajętą osobą. Dlatego powinien upoważnić innych do czytania korespondencji niejawnej, by była ona przeglądana kilka razy dziennie, a nie tylko wtedy, gdy szef znajdzie na to czas — wyjaśnia wojskowy, były szef jednej z najważniejszych instytucji związanej z bezpieczeństwem państwa.

Zaległości w czytaniu korespondencji tym razem jednak sporo kosztowały nie tylko szefa sztabu, ale przede wszystkim cywilne kierownictwo resortu obrony, które o tym, że rotacja amerykańskich wojsk do Polski została wstrzymana, dowiedziało się z amerykańskich mediów w środę późnym wieczorem.

— Nie wiem, jaki obecnie obowiązuje system komunikacji szefa sztabu z ministrem obrony i jak często przedstawia on ministrowi informacje. Kiedyś w sprawach ważnych szef sztabu miał dostęp do ministra całą dobę. Natomiast w sprawach bieżących informował ministra raz w tygodniu — mówi gen. Mieczysław Cieniuch, były szef Sztabu Generalnego.

Władysław Kosiniak-Kamysz i gen. Wiesław KukułaPaweł Supernak / PAP

— Jeśli informacja od Amerykanów przyszła w poniedziałek, to szef sztabu najpóźniej we wtorek powinien być z nią zapoznany. Cały szkopuł w tym, jak ta informacja została w sztabie zakwalifikowana. W mojej ocenie należało zakwalifikować ją jako bardzo ważną i dostarczyć pilnie do ministra obrony, ponieważ taka informacja ma wymiar nie tylko militarny, ale też polityczny — podkreśla generał.

System przepływu informacji w kryzysie

Nasi informatorzy twierdzą, że najważniejsi polscy wojskowi najpierw przeoczyli najistotniejszą wiadomość, która w ostatnim czasie do nich wpłynęła, a następnie nie nadali jej odpowiedniej rangi. — System przepływu informacji w Sztabie Generalnym w ostatnim czasie uległ głębokiej deformacji i nie działa, co dobitnie pokazała sprawa rotacji amerykańskiej brygady — uważa gen. Jarosław Gromadziński, który przez kilka lat służył w Sztabie Generalnym.

Nagłe doniesienia zza oceanu wywołały konsternację wśród polskich polityków, którzy byli całkowicie zaskoczeni zmianą planów sojusznika. Kluczowe wyjaśnienia szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz, uzyskał dopiero podczas rozmowy z gen. Alexusem Grynkewichem, zastępcą Dowódcy Armii USA w Europie i Afryce. Amerykański dowódca zapewnił, że wstrzymanie przerzutu nie oznacza trwałej redukcji liczby żołnierzy USA w Polsce.

Wysocy rangą oficerowie ze sztabu w rozmowach z Onetem twierdzą, że dopiero kiedy w środę w mediach rozpętała się afera, gen. Kukuła wysłał do szefów zarządów informację, że przerzut żołnierzy ze Stanów Zjednoczonych został wstrzymany.

— Od tego momentu oficerowie wiedzą o sprawie i nad tym pracują — mówi nasz informator i dodaje, że liczebność amerykańskiej armii na terenie Polski będzie zmniejszona. — Być może skala tej redukcji nie będzie tak duża, jak podają media, niemniej jednak taką informację też dostaliśmy. Wszyscy jesteśmy wkurzeni, że o tym wszystkim dowiadujemy się z mediów, a nie od przełożonych — podsumowuje nasz informator.

Related Articles

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to top button