News UK

Koniec energetycznego supermocarstwa. Rosja stała się pariasem na łasce Chin i Ukrainy [OPINIA]

Do 2022 r. Gazprom był nie tylko eksporterem: gaz przesyłany rurociągami służył jako narzędzie wywierania politycznego wpływu na Europę i stanowił jeden z filarów budżetu federalnego. Obecnie, według dostępnych szacunków, model ten został zlikwidowany — i to nie tymczasowo, lecz nieodwracalnie — a próby stworzenia jego zamiennika na wschodzie oraz na rynku gazu skroplonego napotykają na ograniczenia, nad którymi Rosja nie ma kontroli.

Przed pełną inwazją Rosji na Ukrainę Gazprom zapewniał do 40 proc. importu gazu rurociągowego do Unii Europejskiej, a łączny eksport gazu sięgał około 180 mld m sześc. rocznie. Była to nie tylko pozycja handlowa, ale także dźwignia, która pozwalała Moskwie prowadzić politykę zagraniczną z pozycji siły, a Europa musiała czasami uwzględniać tę dźwignię przy podejmowaniu własnych decyzji energetycznych. Realizowane projekty LNG, przede wszystkim Jamał LNG i Sachalin-2, uzupełniały model rurociągowy, otwierając dostęp do globalnego rynku bez ścisłego uzależnienia od stałej infrastruktury.

Do 2025 r. łączny eksport rosyjskiego gazu zmniejszył się do 124 mld 700 mln m sześc., a jej udział w imporcie gazu rurociągowego do Unii Europejskiej spadł z 40 proc. w 2021 r. do sześciu proc. w 2025 r. Przyczyny są dobrze znane i nie sprowadzają się do jednego czynnika: dywersyfikacja źródeł dostaw w Europie, uszkodzenie gazociągów Nord Stream, a także świadoma polityczna rezygnacja Unii Europejskiej z rosyjskiego gazu jako kategorii ryzyka. Ważne jest to, że proces ten ma charakter nieodwracalny — nie dlatego, że nie da się fizycznie naprawić gazociągu, ale dlatego, że zaufanie do Rosji jako wiarygodnego dostawcy zostało zniszczone politycznie, a nie technicznie, i właśnie dlatego nie da się go przywrócić w drodze negocjacji.

Próby zrekompensowania utraty rynku europejskiego kosztem Chin nie przyniosły jak dotąd wyników porównywalnych pod względem przychodów. Projekt Siła Syberii osiągnął jedynie projektową wydajność na poziomie 38 mld m sześc. rocznie — wielkość, która z góry jest niewystarczająca, by zastąpić utracone europejskie wolumeny, mierzone dziesiątkami miliardów metrów sześciennych rocznie.

Jeszcze bardziej wymowne jest to, że projekt Siła Syberii-2, który w Moskwie był publicznie przedstawiany jako strategiczny przełom, nie zostanie zrealizowany. We wrześniu 2025 r. Gazprom i chińska firma CNPC podpisały memorandum określone jako “prawnie wiążące”, jednak według danych kilku ośrodków analitycznych śledzących przebieg negocjacji porozumienie handlowe tak i nie zostało zawarte.

Według oceny Instytutu Energetyki i Finansów, powiązanego z rosyjskimi kręgami biznesowymi [a także informatorów “Wall Street Journal”], negocjacje dotyczące realizacji projektu “są faktycznie zamrożone z inicjatywy strony chińskiej” — mimo że dokumentacja techniczna i projektowa jest gotowa już od dawna.

Pekin nalega na cenę zbliżoną do tej obowiązującej na rynku rosyjskim oraz na znacznie łagodniejsze warunki “bierz albo płać” [ang. take or pay, czyli klauzula w umowach, która zakłada, że kupujący musi odebrać towar, a jeśli tego nie zrobi, musi zapłacić określoną kwotę] niż te zawarte w umowie dotyczącej pierwszej linii Siła Syberii. Nawet wizyta Putina w Chinach w 2026 r., która zbiegła się w czasie z blokadą cieśniny Ormuz i gwałtownym wzrostem światowych cen surowców energetycznych — czyli w momencie teoretycznie najkorzystniejszym dla Rosji — nie doprowadziła do podpisania umowy.

Jest to symptomatyczne: im bardziej Moskwa staje się zależna od jednego nabywcy, tym mniej ten nabywca ma powodów, by się spieszyć.

LNG: ostatnia linia obrony, która również ulega

W przeciwieństwie do gazu przesyłanego rurociągami rosyjski skroplony gaz ziemny przez długi czas pozostawał stosunkowo wolny od ograniczeń sankcyjnych i nadal przynosił dochody walutowe. W 2025 r. i na początku 2026 r. Unia Europejska kupowała prawie 49 proc. całego rosyjskiego LNG, co stanowiło do 20 proc. łącznego importu LNG do UE; głównymi węzłami dystrybucyjnymi były porty we Francji, Hiszpanii i Belgii. Dla lidera rosyjskiego rynku LNG, firmy Novatek, oraz dla całej branży kanał ten pozostawał w istocie ostatnim dużym źródłem przychodów walutowych w jurysdykcji o wysokim standardzie.

To właśnie ten kanał jest obecnie zamykany — stopniowo, ale nieodwracalnie. Rozporządzenie REPowerEU, które włączyło środki sankcyjne do stałego prawodawstwa europejskiego, wprowadziło zakaz importu rosyjskiego LNG w ramach umów krótkoterminowych od 25 kwietnia 2026 r., a od 1 stycznia 2027 r. wchodzi w życie zakaz dotyczący umów długoterminowych oraz przeładunku rosyjskiego LNG w europejskich portach. W przypadku gazu przesyłanego rurociągami analogiczne terminy to odpowiednio połowa 2026 r. i jesień 2027 r. Według dostępnych prognoz głównym beneficjentem powstałej niszy rynkowej staną się Stany Zjednoczone, które do 2026 r. będą w stanie zapewnić nawet 66 proc. europejskiego importu LNG.

Stagnacja technologiczna

Brak własnych wydajnych technologii skraplania gazu oraz zależność od zagranicznych dostawców stworzyły dla branży problem, którego nie da się rozwiązać ogłoszeniem nowego projektu. Novatek jest zmuszony odłożyć budowę trzeciej linii zakładu Arktik LNG–2 oraz wstrzymać projekt Murmański LNG. Wobec braku dostępu do zachodnich turbin, wymienników ciepła i specjalistycznych tankowców państwowy cel — zwiększenie udziału Rosji w światowym rynku LNG do 20 proc. do 2030 r. — stał się praktycznie niemożliwy do zrealizowania; branża weszła w fazę stagnacji i degradacji technologicznej.

Najwyraźniej widać to na przykładzie logistyki. Rosyjski LNG, zwłaszcza pochodzący z projektów arktycznych, jest w decydującym stopniu uzależniony od specjalistycznych tankowców klasy lodowej Arc7. Sankcje nałożone na projekt Arktik LNG-2 zmusiły zagranicznych partnerów do wycofania się z niego, co spowodowało poważny niedobór statków tej klasy. W odpowiedzi Moskwa uciekła się do utworzenia tak zwanej floty cieni — statków nabywanych za pośrednictwem podmiotów pośredniczących na rynku wtórnym i rejestrowanych pod egzotycznymi banderami. Według danych analityków morskich w 2026 r. do tej floty dołączyło co najmniej sześć tankowców do transportu gazu, w tym przemianowane Orion, Kosmos, Merkury, Łuch i Awasza — przestarzałe statki w wieku około 20 lat, nabyte na krótko przed oddaniem do eksploatacji w celu transportu produktów Arktik LNG-2.

Kraje zachodnie przechodzą od ogólnych pakietów sankcji do ukierunkowanych działań właśnie wobec tej floty. W czerwcu 2026 r. Wielka Brytania po raz pierwszy nałożyła sankcje ukierunkowane na cztery tankowce gazowe, pozbawiając je ochrony ubezpieczeniowej, dostępu do portów oraz możliwości serwisowania technicznego.Doświadczenia związane ze stosowaniem podobnych środków w sektorze naftowym pokazują, do czego to prowadzi: do wymuszonych przestojów statków, konieczności przeprowadzania operacji przeładunkowych “z pokładu na pokład” z dala od portów oraz znacznego wzrostu kosztów logistyki. Równolegle omawiany 21. pakiet sankcji Unii Europejskiej zakłada bezpośredni zakaz sprzedaży Moskwie nowych gazowców — oznacza to, że zachodni regulatorzy próbują zablokować nie tylko eksploatację już nabytej floty, ale także sam kanał jej uzupełniania.

Przeorientowanie się na Azję i cena jednostronnego partnerstwa

Po faktycznej utracie rynku europejskiego Moskwa zmuszona jest przekierować główne dostawy LNG do Azji, gdzie dominującym i, w zasadzie, jedynym dużym odbiorcą pozostają Chiny. Pomimo budowy terminalu w Longkou do odbioru produkcji Arctic LNG-2 rzeczywiste dostawy pozostają skromne — wynoszą około 2,6 mln t rocznie przy projektowej wydajności zakładu wynoszącej 19,8 mln t. Chiny nabywają rosyjski gaz ze znacznym rabatem, co pogłębia jednostronną zależność Rosji od kontrahenta, który może dyktować warunki transakcji praktycznie bez ograniczeń.

Całkowity zakaz importu rosyjskiego LNG przez Unię Europejską, który wejdzie w życie w 2027 r., w połączeniu z ukierunkowanymi sankcjami wobec floty tankowców pozostawia rosyjskiemu sektorowi gazowemu niezwykle wąskie pole manewru. Rosja dobrowolnie zlikwidowała swój monopol rurociągowy w Europie i obecnie konsekwentnie traci pozycję w segmencie LNG. Zamiast stabilnych wpływów w euro i dolarach branża coraz aktywniej przechodzi na rozliczenia w juanach i mechanizmy barterowe — co samo w sobie oznacza zauważalny spadek jakości przychodów walutowych, nawet jeśli ich wartość nominalna częściowo się utrzymuje.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Cel na strzelnicy

Siódmego lipca ukraińskie drony po raz pierwszy zaatakowały stację kompresorową Krasnodarska, która stanowi część infrastruktury dostaw gazu rurociągiem Blue Stream przez Morze Czarne do Turcji.

Atak ten można uznać za sygnał dla Moskwy, że jeśli ataki na infrastrukturę cywilną nie ustaną, Rosja może stracić możliwość eksportu gazu rurociągowego.

Obecnie cały eksport rosyjskiego gazu ziemnego odbywa się rurociągami Turkish Stream i Blue Stream: w 2025 r. przetransportowano 18,1 mld m sześc. do Europy Południowej i Południowo-Wschodniej tranzytem przez Turcję oraz 21,2 mld m sześc. bezpośrednio do tureckich odbiorców. Przepływ gazu po dnie Morza Czarnego w ramach Blue Stream realizuje stacja kompresorowa Beregowaja, a w ramach Turkish Stream — stacja kompresorowa Russkaja.

Ukraina wykazała się już imponującymi sukcesami w dążeniu do całkowitego unieruchomienia rosyjskiego przemysłu rafineryjnego za pomocą dalekosiężnych ataków. Możliwości rosyjskiej obrony przeciwlotniczej w zakresie przeciwdziałania ukraińskim nalotom okazały się skrajnie nieskuteczne. Dominacja w powietrzu wyraźnie należy do ukraińskich środków rażenia. Zarówno stacja Beregowaja, jak i Russkaja znajdują się zaledwie kilkaset kilometrów od granicy z Ukrainą, co dodatkowo zwiększa szanse ukraińskich bezzałogowych statków powietrznych na zestrzelenie ich niczym na strzelnicy.

Ukraina jest w pełni zdolna do zniszczenia obu stacji kompresorowych. Wówczas eksport gazu rurociągowego zostanie całkowicie wstrzymany. Straty finansowe wyniosą kilka miliardów dolarów, a jeśli ataki będą trwały i uniemożliwią przywrócenie działania obu stacji kompresorowych, straty wynikające z tej sytuacji wyniosą 13,5–14,5 mld dol. (około 51-55 mld zł) — właśnie na taką kwotę szacuje się dochody Rosji w 2025 r. ze sprzedaży 39,3 mld m sześc. gazu rurociągami czarnomorskimi.

Jeśli chodzi o szybką naprawę agregatów tłoczących gaz, w warunkach sankcji będzie to bardzo trudne, nawet przy obecnym poziomie lokalizacji produkcji turbin.

Jedynym czynnikiem powstrzymującym przed rezygnacją z kompresorowni może być zależność Turcji od rosyjskiego gazu. Udział gazu z Rosji w całkowitym zużyciu Turcji szacuje się na około 40 proc. Nietrudno przewidzieć negatywną reakcję Ankary. Jednak Ukraina już niejednokrotnie wykazała się twardym stanowiskiem w obronie swoich żywotnych interesów w czasie wojny. Wystarczy wspomnieć dyplomatyczny spór z Polską dotyczący upamiętnienia [Stepana] Bandery i UPA.

Jeśli więc w Kijowie uznają, że korzyści z pozbawienia Rosji dochodów z gazu będą większe niż straty wynikające z pogorszenia stosunków z Turcją, Ukraina zdecyduje się na całkowite wstrzymanie rosyjskiego eksportu gazu.

Co to oznacza dla “energetycznego supermocarstwa”

W wyniku wojny przeciwko Ukrainie rosyjski przemysł gazowy poniósł strategiczną porażkę — nie w sensie jednorazowej klęski, ale w sensie utraty pozycji strukturalnej, której praktycznie nie da się odbudować w rozsądnym terminie. Branża straciła tradycyjny rynek europejski i nie zdołała skutecznie zrekompensować tej straty poprzez reorientację na Azję, przede wszystkim na Chiny, a ponadto napotkała systemowe ograniczenia w rozwoju segmentu gazu skroplonego — jednocześnie techniczne, sankcyjne i logistyczne.

Przejście od statusu energetycznego supermocarstwa, które dyktowało warunki na rynku światowym, do pozycji odizolowanego dostawcy surowców o ograniczonym potencjale eksportowym, opóźnieniu technologicznym i znacznie zmniejszonych wpływach walutowych będzie miało długoterminowe negatywne konsekwencje dla rosyjskiej gospodarki.

Jest to przypadek, w którym utrata rynku i utrata statusu zbiegają się w czasie: gaz przestaje być narzędziem wywierania wpływu właśnie wtedy, gdy staje się towarem, który trzeba sprzedawać na cudzych warunkach.

Related Articles

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to top button