O 36-tysięcznym mieście będzie trąbić cała Polska. Tego nie było od 40 lat

— Dużo pracy? — zaczepiam Agatę Szot, kierowniczkę ds. komunikacji, promocji i marketingu.
— Szkoda gadać — odpowiada w biegu i za chwilę znika za rogiem stadionu.
— Ja już jestem przebodźcowana — robi zmęczoną minę asystentka z biura zarządu i znika za ekranem komputera.
Jest godz. 11.00. Wystarczy zajechać na klubowy parking, żeby przekonać się, że wkrótce wydarzy się tu coś ważnego. Przed wejściem dwaj mężczyźni czyszczą elewację. Kobieta myje okno w drzwiach głównych. Na boisku specjalista od trawy próbuje rozbić resztki lodu na murawie, by w czwartek dało się tu grać. Wszystko musi być zrobione na tip top. W końcu za chwilę będzie tu gościł wicemistrz Polski. Takiego wydarzenia w Świdniku nie było od 40 lat.
— Nie no, chyba aż tak nie świrujemy przed tym meczem? — sama sobie zadaje pytanie wiecznie uśmiechnięta wiceprezes klubu Agnieszka Nowak-Szpura. I sama sobie odpowiada: — A może jednak…
“Pomnik” śmigłowca w ŚwidnikuJarosław Koliński / własne
Położony 13 km od Lublina, 36-tysięczny Świdnik znany jest z produkcji śmigłowców. Fabryka znajduje się zresztą niedaleko stadionu Avii. “PZL-Świdnik wyprodukował i dostarczył ponad 7400 śmigłowców klientom w ponad 40 krajach na całym świecie. Firma zatrudnia ok. 3000 osób (…) PZL-Świdnik jest kluczowym partnerem polskiego resortu obrony — 80 proc. śmigłowców dostarczonych MON to maszyny produkcji PZL-Świdnik” — czytamy na oficjalnej stronie firmy, należącej od 2010 r. od włoskiej firmy Leonardo Helicopters.
Puchar Polski. Raków i Avię dzielą trzy klasy rozgrywkowe
Ale za chwilę o mieście może trąbić cała Polska. I to z innych powodów. Pokonanie Rakowa w ćwierćfinale Pucharu Polski byłoby czymś niezwykłym. Oba zespoły dzielą trzy klasy rozgrywkowe. Między 5. w Ekstraklasie Rakowem, a 1. w III lidze Avią Świdnik są 32 inne drużyny. Funkcjonowanie Avii jest bardzo monotonne i nudne — od 20 lat niezmiennie gra na czwartym poziomie rozgrywkowym, z grubsza co roku z tymi samymi rywalami. Raków w tym czasie zrobił kilka awansów, wywalczył mistrzostwo Polski, trzy razy wicemistrzostwo i dwa razy sięgnął po Puchar Polski. Dla Rakowa wygrana z Avią to obowiązek. Dla Avii — przygoda i wspomnienia na lata. Żeby naprawdę było co wspominać, w Świdniku obowiązuje hasło: wszystkie ręce na pokład. Każdy, kto choćby w najmniejszym stopniu uczestniczy w tym wydarzeniu, musi wykonać swoje zadania perfekcyjnie.
Na przyjazd Rakowa wszystko musi być przygotowane na tip top. Tutaj mycie elewacji budynku klubowegoJarosław Koliński / własne
Ewentualny awans będzie oznaczał napisanie przez klub pięknej historii miasta i ponad 400 tys. zł premii — 380 tys. od PZPN oraz dodatkowe kilkadziesiąt od lokalnych sponsorów.
Zdążyli! Raków zostanie przywitany nowym szyldem z nazwą klubuJarosław Koliński / własne
— Mam 32 nieprzeczytane wiadomości. Maila nawet nie sprawdzam — mówi Michał Jackowski, kierownik działu PR i mój przewodnik po klubie. Nie da się spokojnie rozmawiać, Michał co chwila zerka na telefon, odpisuje na wiadomości i odbiera telefony. — Tak, jutro podrzucę bilety. Obiecuję — mówi komuś do słuchawki. Z takim wyzwaniem jeszcze się nie mierzył. W ostatnim tygodniu codziennie pracował do 22, nawet w niedzielę musiał przysiąść do laptopa. Trzeba obdzwonić i zaprosić na mecz klubowe legendy, które w sezonie 1985/86 także dotarły do ćwierćfinału Pucharu Polski. Trzeba wydać akredytacje dla rekordowej liczby dziennikarzy (— Jak zobaczyłem, ile przyszło wniosków, to aż się przeraziłem — komentuje), w tym dla jednego z niemieckiej Bremy, który zakochał się w polskiej piłce i nie chce opuścić takiego wydarzenia.
Puchar Polski. Avia Świdnik nie jest lubiana w okolicznych miastach
— Trzeba przygotować banery, filmy promujące, wysłać setki maili, setki przeczytać, szukać rozwiązań, jeśli coś się wysypie, a cały czas może się coś wysypać. Do tego miasteczko z dmuchańcami i innymi atrakcjami dla najmłodszych kibiców Avii. I przy tym nie zapomnieć o sprawach codziennych — opisuje Agata Szot.
No i przede wszystkim — obowiązkowo należy zrobić w Świdniku jak najwięcej szumu o zbliżającym się święcie. Wizyty w szkołach, w centrum handlowym, gdzie tylko się da. Takie przygotowania do tego jednego meczu trwają już od 7 stycznia, wraz ze startem przygotowań drużyny do rundy rewanżowej. — Dobrze, że się jeszcze z Agatą nie pozabijaliśmy, bo oboje odpowiadamy za te wszystkie działania — śmieje się Jackowski. — Oj czasami trzeba na siebie krzyknąć — puszcza oko Agata.
Transparent kibiców wzywający do przyjścia na meczJarosław Koliński / własne
Kibice też pomagają. Po mieście rozwiesili własne banery, na których apelują, by kto żyw, w czwartkowe wczesne popołudnie (13.30; stadion w Świdniku nie ma sztucznego oświetlenia) przyszedł na ul. Sportową 2. Jeden z napisów brzmi: “Cały Hamburk na puchar”. To od połączenia słów: “chamy” i “burki”. Tak nazywani są pogardliwie kibice Avii Świdnik. W okolicy nie lubi ich nikt. Z Zamościem (Hetman) mają kosę, z Łęczną (Górnik) mają kosę i Chełmem (Chełmianka) też mają kosę. O Motorze Lublin nawet nie warto w tym kontekście wspominać. Nigdzie nie są mile widziani i nikt z tych miast nie przyjedzie wesprzeć sąsiada w walce z Rakowem.
Kolejny transparent fanów AviiJarosław Koliński / własne
Zresztą wsparcie nie jest wcale potrzebne — spotkanie obejrzy komplet publiczności: 2600 widzów. Dział marketingu spisał się na medal.
Dyrektora sportowego klubu Adriana Paluchowskiego spotykam przy boisku, na którym leży coś, co docelowo ma być trawą. — Czy martwię o stan murawy? Nie, do czwartku wszystko będzie dobrze. Porównując z ostatnią kolejką Ekstraklasy, nasze boisko nie będzie znacznie odbiegać od tego, co widzieliśmy na niektórych stadionach. Martwię się tylko, co będzie później [z murawą]. Później może być różnie — odpowiada. W klubie jest od lipca zeszłego roku, a niedawno zarząd klubu podjął strategiczną decyzję — przedłużył kontrakt z trenerem Wojciechem Szaconiem do 2028 r. Mimo że awans do II ligi — nadrzędny cel Avii na ten sezon — nie został jeszcze przyklepany.
Na boisku trwają prace nad poprawą stanu murawyJarosław Koliński / własne
— Dlaczego teraz? Wyniki zespołu na każdym etapie pracy trenera są coraz lepsze. Do tego chcieliśmy mu okazać zaufanie i spokój, by nie myślał, co będzie w lipcu — tłumaczy Paluchowski.
— W kontrakcie jest klauzula odejścia — uśmiecha się Szacoń. Zaledwie 28-letni szkoleniowiec wie, jak działa rynek — już wyeliminowanie z wcześniejszych rund PP Ruchu Chorzów i Polonii Bytom — dwóch pierwszoligowców — sprawiło, że wszyscy wokół zaczęli się interesować, skąd się wziął zdolny szkoleniowiec. Szacoń udzielał wywiadów i jeździł na podcasty tak często, że zaczynało mu brakować na nie czasu. Teraz już wiemy, że jest niespełnionym piłkarzem, miał w sumie trzy operacje, problemy z plecami i dał sobie spokój z graniem. Postanowił więc zostać trenerem. Najpierw pracował z dziećmi, następnie Avia zatrudniła go w akademii. Jej dyrektorem jest zresztą do dziś, a dodatkowo awansował na szkoleniowca pierwszego zespołu.
Stadion w Świdniku. Trybuna z dachemJarosław Koliński / własne
— Jaki skład wystawi pan w czwartek? — pytam, bo może woli oszczędzić najlepszych graczy na niedzielne starcie ze Spartą Kazimierza Wielka.
— Możliwie najmocniejszy. Ten mecz to dla nas nagroda za cały wysiłek, jaki włożyliśmy we wcześniejsze mecze. Nie mógłbym zabrać piłkarzom możliwości zagrania w takim meczu. Wiem, że w teorii większe jest prawdopodobieństwo, że Raków wygra, ale przynajmniej musimy pozostawić po sobie dobre wrażenie. Czyli postawić się przeciwnikowi — mówi.
Telefon Michała Jackowskiego znów dzwoni. — Nie odbieram, potrzebuję jeszcze 15 minut na dokończenie jednej rzeczy — patrzy na wyświetlacz. Ma szczęście, że po stronie Rakowa trafił na wyrozumiałych i rzeczowych ludzi. Nikt z Częstochowy nie stawia się wyżej. Życzenia rywali przed meczem są standardowe, żadnych fanaberii. Jedyną większą prośbą — ale dość łatwą do spełnienia — jest zapewnienie miejsc na trybunach dla 35 osób — gości VIP i rodzin piłkarzy. Strefa VIP specjalnie na tę okazję będzie powiększona o jeszcze jedną salę. Trenerzy akademii, którzy na co dzień mogą w niej pracować, muszą się tymczasowo wyprowadzić. Także dziennikarze zostaną ugoszczeni tak, jak należy — nie będą musieli pisać relacji na parapecie, tylko w specjalnie wydzielonej strefie ze stolikami i krzesłami zlokalizowanej pod balonem sztucznego boiska treningowego.
Szatnia gości. W niej będą się przebierać piłkarze RakowaJarosław Koliński / własne
— Kiedy zobaczyłem, jak podczas poprzedniego meczu w Pucharze Polski dziennikarze stali przy tych parapetach, to wiedziałem, że musimy coś z tym zrobić. Wizerunkowo nie może to tak wyglądać — tłumaczy kierownik ds. PR.
Avia to w 100 proc. klub miejski. — Gdyby nie burmistrz Marcin Dmowski, wiele rzeczy by się w mieście nie wydarzyło. Czujemy od niego ogromne wsparcie — zapewnia Agnieszka Nowak-Szpura. Dmowski to prawdziwy fanatyk Avii, zdarza mu się jeździć nawet na sparingi rozgrywane na wyjeździe, jak np. do Jarosławia (170 km od Świdnika). Jego motto brzmi: “Rodzina, Świdnik, Avia”. Burmistrzem jest pierwszą kadencję, ale już wcześniej, jako zastępca gospodarza miasta, bardzo angażował się w życie klubu.
Ratusz w Świdniku. To z niego płyną pieniądze na AvięJarosław Koliński / własne
W 2025 r. Avia otrzymała od magistratu 11 mln zł dotacji. Ale nie są to pieniądze przeznaczone tylko na piłkę nożną. Avia ma na utrzymaniu dwie drużyny seniorów (piłkarska i siatkarska, ta druga występuje na drugim poziomie rozgrywek), akademię piłkarską oraz siatkarską i trzy inne sekcje: pływanie, tenis i boks.
Puchar Polski. Akademia Avii Świdnik została odznaczona “Złotą Gwiazdką” PZPN
— Akademia piłkarska to nasze oczko w głowie. Trenuje w niej 500 zawodników i zawodniczek w różnych kategoriach wiekowych. Kładziemy tutaj na nich bardzo duży nacisk — zwraca uwagę pani prezes. I efekty już widać — akademia ze Świdnika otrzymała “Złotą Gwiazdkę”, najwyższe wyróżnienie w ramach certyfikacji PZPN. Na Lubelszczyźnie jest jeszcze tylko jeden klub z takim wyróżnieniem — Górnik Łęczna.
Druga trybuna w ŚwidnikuJarosław Koliński / własne
Nic dziwnego, że na szkolenie dzieci samorząd przeznacza duże środki — w poprzednim roku 2 mln zł. Tylko o 500 tys. zł mniej niż na pierwszy zespół Avii.
— Masz tu eldorado finansowe? — pytam Damiana Zbozienia, bo tylko w tym upatruję możliwości przekonania tak doświadczonego gracza do gry w trzecioligowej Avii. Klub zatrudnia dwóch graczy z bogatą przeszłością ekstraklasową. Patryk Małecki (w czwartek nie zagra, bo pauzuje za czerwoną kartkę) to trzykrotny mistrz Polski z Wisłą Kraków, w najwyższej klasie rozgrywkowej uzbierał 270 meczów. Zbozień niewiele mniej (238), ma też Puchar Polski wygrany z Arką.
Nowy sklep z gadżetami klubowymiJarosław Koliński / własne
— Zarobki to dla mnie pojęcie względne. Dla jednego określona kwota to fortuna, a dla drugiego “frytki”. Ja mogę powiedzieć, że zarabiam godziwie. Ale nie to jest najważniejsze. Cieszę się, że klub daje mi odpowiednie warunki do rozwoju i walczymy o konkretny cel. Nie jestem tu, by odcinać kupony — zapewnia.
— Wierzysz w wygraną z Rakowem?
— Wierzę. Musimy wierzyć. Kiedy grałem z Arką w finale PP przeciwko Lechowi, też wydawało się, że nie mamy szans. A jednak wygraliśmy — przypomina Zbozień.
Pokój trenerówJarosław Koliński / własne
— Możemy zagrać w finale na Stadionie Narodowym. Mówię całkiem poważnie — twierdzi kapitan Avii Wojciech Kalinowski, patrząc mi w oczy tak, jakby chciał sprawdzić, czy aby na pewno biorę jego deklarację na serio. W klubie o “wierze” i “marzeniach” mówią wszyscy. A o krok dalej poszedł prezes klubu Sebastian Lemieszek, który — jak powiedział w jednym z wywiadów — już zarezerwował hotel na 2 maja w Warszawie, a więc na dzień finału.
Kalinowski twierdzi, że Avia to być może najlepsza drużyna, w jakiej kiedykolwiek był. A miał epizod w ekstraklasowym Górniku Łęczna. — Wiadomo, trudno porównywać, bo piłka 10 czy 15 lat temu wyglądała inaczej. Tutaj mamy jednak bardzo dużą jakość piłkarską. Ze strony sztabu szkoleniowego dostajemy wiele analiz, również indywidualnych, więc można się u nas rozwinąć. Wszyscy dbają o regenerację. A także o dietę. Jestem fanem dobrej jakości mięsa. Mam jednego zaufanego dostawcę i raz na dwa miesiące zbieram zamówienia od chłopaków. Ostatnio przywiozłem 16 kg. To głównie steki z antrykotu marmurkowego. Są przepyszne — zdradza jeden z sekretów wysokiej formy drużyny Avii.
Mural na tylnej ścianie budynku klubowego AviiJarosław Koliński / własne
— Dla ciebie to najważniejszy mecz w życiu?
— Być może tak. Ale powiem szerzej. To moja najważniejsza runda w życiu — precyzuje kapitan, pamiętając, że nie ma w najbliższych miesiącach nic ważniejszego niż wydostanie się po dwóch dekadach z III ligi.
Michałowi Jackowskiemu telefon wciąż wibruje. Ale poza tym pracowity i nerwowy dzień już się kończy. Dwaj mężczyźni już skończyli czyścić elewację, na drugi dzień zawiśnie na niej nowiutki szyld z nazwą klubu. Pani sprzątaczka jest już w kurtce, zbiera się do domu.
Rynek w ŚwidnikuJarosław Koliński / własne
— Co musiałoby się stać, żeby Avia wygrała z Rakowem? — pytam przed wyjazdem.
Adrian Paluchowski: — Wszystko musi nam sprzyjać. Choćby decyzje VAR-u. I trzeba wykorzystać każdą okazję strzelecką, którą będziemy mieć.
Damian Zbozień: — Potrzebna jest nasza mistrzowska dyspozycja. Każdy zawodnik musi zagrać swoją “życiówkę”. No i musimy mieć dzień konia bramkarza. To jest “must have”. Bo nie łudźmy się, że Raków nie stworzy sobie żadnej sytuacji strzeleckiej.
Wojciech Kalinowski: — Musimy być uważni w obronie i bronić całym zespołem. Bo jest spore prawdopodobieństwo, że strzelimy gola. Nie pamiętam już meczu, w którym nie zdobyliśmy żadnej bramki. Raków będzie miał więc problem.
A Jackowski puentuje: — Wiem, że nic nie musimy, bo nie jesteśmy faworytem. Ale my wszyscy, łącznie z zespołem, włożyliśmy w przygotowania do tego meczu tyle serca, że jak przegramy, zrobi nam się naprawdę smutno. To trochę jak z odebraniem srebrnego medalu. Doceniasz go dopiero po jakimś czasie.
Spotkanie Pucharu Polski pomiędzy Avią Świdnik i Rakowem Częstochowa odbędzie się w czwartek, 5 marca. Początek o 13.30.




