Gigantyczna kontrowersja w Londynie. Jeden gol zadecydował. Znamy finalistę Ligi Mistrzów

Przed startem półfinałów Ligi Mistrzów 2026 jasne wydawało się, że będą to dwa zupełnie różne od siebie dwumecze. Można napisać, że te pary to odzwierciedlenie dwóch różnych filozofii. W zestawieniu Paris Saint-Germain – Bayern Monachium dominuje ofensywny styl gry nastawiony na strzelanie wielu goli.
To potwierdziło się w pierwszym meczu. Ten zakończył się bowiem wynikiem 5:4 dla ekipy z Paryża. W drugiej parze zaś trafiły na siebie drużyny zdecydowanie bardziej powściągliwe. Mowa o rywalizacji Atletico Madryt z Arsenalem. Obie te ekipy kojarzone są raczej z solidną defensywą.
Saka na 1:0. Arsenal o krok od finału LM
To również znalazło potwierdzenie na murawie w pierwszym spotkaniu dwumeczu. Mecz w Madrycie zakończył się bowiem remisem 1:1, a oba gole padły po… rzutach karnych. Taki rezultat sprawiał, że rewanż na The Emirates Stadium w Londynie zapowiadał się niesamowicie pasjonująco.
Pierwszy kwadrans wtorkowego rewanżu nie porwał. Widać było po obu stronach gigantyczny szacunek do przeciwnika, nikt nie chciał popełnić kosztownego w skutkach błędu. Ten się jednak przydarzył gościom w samej końcówce pierwszej połowy, choć najpierw trzeba wspomnieć o sytuacji z okolic 30 minuty.
Z piłką w pole karne Atletico wpadł Leonardo Trossard, został delikatnie popchnięty przez Griezmanna. Sędzia był jednak głuchy na prośby zawodników Arsenalu, a VAR nie zdecydował się interweniować. To był pierwszy moment, gdy trybuny w Londynie faktycznie miały powód, żeby nieco podnieść temperaturę.
Niespełna kwadrans później mogły już wybuchnąć z radości. Znów w roli głównej był Trossard. Belg tym razem nie szukał jednak dryblingu, a strzału. Piłkę po jego próbie Oblak zdołał jeszcze sparować. Zrobił to jednak w taki sposób, że do futbolówki dopadł Bukayo Saka. Anglik z bliska wpakował ją do siatki.
Gigantyczna kontrowersja w polu karnym Arsenalu. Znamy finalistę LM
Arsenal wykonał wielki krok ku finałowi Ligi Mistrzów. Do przerwy gospodarze prowadzili w dwumeczu 2:1. Druga część gry rozpoczęła się od dwóch znaczących wypadów Atletico. Pierwszy z nich nie przyniósł wymiernego efektu. Drugi również, ale zrobiło się bardzo gorąco, bo jako ostatni obrońca interweniować musiał Gabriel.
Brazylijczyk z obowiązków w defensywie wywiązał się wzorowo, naprawiając błąd Saliby. Sędzia ani myślał podyktować karnego i wydaje się, że była to decyzja absolutnie słuszna. W 57. minucie arbiter już po gwizdek sięgnąć powinien. Bezsprzecznie faulowany w polu karnym był bowiem Griezmann.
Problem Atletico polegał jednak na tym, że sekundę wcześniej sędzia odgwizdał dość wątpliwy faul Pubilla i piłkę przekazano Arsenalowi. Siedem minut później Arsenal powinien prowadzić już 2:0. Znakomite podanie w pole karne dostał Gyokeres. Szwed nie zdołał jednak umieścić piłki w siatce.
Chwilę później na zaskakujący ruch zdecydował się Diego Simeone. Argentyńczyk zdjął bowiem swoją największą gwiazdę – Juliana Alvareza, a razem z nim Antoine’a Griezmanna. Na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry fantastyczną sytuację miał wprowadzony z ławki Sorloth.
Norweg znalazł się w polu karnym, ale… nie trafił czysto w piłkę. To mogła być piłka na remis i w konsekwencji dogrywkę. Tak też faktycznie było. W następnych minutach goście nie stworzyli sobie żadnej sytuacji. Arsenal wygrał 1:0 i to ekipa z Londynu zagra w Budapeszcie o triumf w Lidze Mistrzów.
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas


