News UK

Iga Świątek prowadziła w Rzymie 6:1, 5:3. Nastąpił nagły zwrot

Polscy kibice musieli czekać na kolejny mecz Igi Świątek naprawdę długo, bo od 25 kwietnia. Polka przegrała wówczas nie tyle z Ann Li, ile z wirusem panującym w Madrycie, przez który nie była w stanie grać na 100 proc. Okazja do udanego wejścia w turniej przytrafiła się już w Rzymie, gdzie Polka na start zmierzyła się z dobrą koleżanką.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Caty McNally sprawiła niespodziankę, eliminując Darię Kasatkinę w pierwszej rundzie. Ale nie mogła liczyć na to, że tak samo łatwo będzie przeciwko dominatorce kortów ziemnych z ostatnich lat. Turniej w Rzymie należy do ulubionych w całym sezonie dla Igi Świątek, która radziła tu sobie w ostatnich latach fenomenalnie.

Choć w stolicy Włoch nie było tak słonecznie, jak w ostatnich dniach, mecz na Campo Centrale w kompleksie Foro Italico i tak odbywał się w niecodziennych okolicznościach. Tuż nad kortami co chwila przelatywały helikoptery, co mogło utrudniać grę obu zawodniczkom. A zaczęło się od dużej niespodzianki.

Amerykanka to dobra koleżanka Świątek, wszak wspólnie wygrywały deblowego Rolanda Garrosa w czasach juniorskich. Co więcej, McNally jako jedyna ugrała seta przeciwko Polce podczas ostatniego Wimbledonu. Tym razem na początku znów pachniało niespodzianką, bo niżej notowana tenisistka wykorzystała nerwowy początek rywalki i to ona przełamała jako pierwsza.

Nerwy na start. I ta reakcja Igi Świątek!

Ważne było, by szybko podnieść się i wyjść z opresji, najlepiej odpowiadając błyskawicznym przełamaniem powrotnym. Od tego momentu oglądaliśmy najlepszą dyspozycję Igi Świątek od początku sezonu na kortach ziemnych. Po utracie serwisu na start wygrała… kolejnych sześć gemów z rzędu, prezentując się wprost kapitalnie.

Nie podejmowała raptownych decyzji, przechodząc do pełnej ofensywy i nękając oponentkę mocnymi, ale niezwykle precyzyjnymi uderzeniami. Choć pojawiały się pojedyncze błędy, tempo było wyraźnie zbyt szybkie, by Caty McNally była w stanie sobie z nim poradzić. Taką Świątek chcielibyśmy widzieć na korcie jak najczęściej.

Na przełamanie w drugim secie przyszło nam czekać tylko nieco dłużej. Już w trzecim gemie Polka przeszła do ataku przy serwisie Caty McNally i postawiła kolejny wielki krok w stronę awansu do trzeciej rundy. A przecież to oznaczałoby już dla niej odrobienie punktów wywalczonych w Rzymie przed rokiem. Od tego momentu Świątek mogłaby już tylko zyskiwać kolejne “oczka” do rankingu.

Niespodziewany zwrot. Rywalka zadała nagły cios

I choć po niewykorzystanej szansie na podwójne przełamanie na korzyść Polki jej przeciwniczka zaczęła grać o niebo lepiej, to zabrakło jej już czasu, by dogonić uważnie pilnującą swojego podania Świątek. McNally była sfrustrowana własną niemocą, kręciła głową, bo momentami wiedziała, że jest bezradna. I nagle… warunki na korcie zupełnie się zmieniły.

Gdy Świątek serwowała po wygraną, wzmógł się silny wiatr, który rozdawał karty przy niektórych wymianach, powodując niepewność u Polki. Dała się przełamać w decydującym momencie, przez co zrobiło się 5:5. McNally znów była w grze.

Gdy już wydawało się, że Amerykanka wkrótce powalczy o tie-breaka, to już w kolejnym gemie zaprzepaściła to, co sama sobie wypracowała. Świątek po serii kapitalnych zagrań znów przełamała przeciwniczkę, ale… znów utraciła podanie! O wszystkim decydować musiał zatem tie-break.

Trzeci set? To był istny dreszczowiec!

Choć rozpoczął się od małego przełamania na korzyść Igi Świątek, potem zaprzepaściła wypracowaną przewagę licznymi niewymuszonymi błędami. Nie pomagał też wiatr, który, choć oczywiście przeszkadzał obu tenisistkom, w decydujących punktach przynosił znacznie większe szkody Polce. Zrobiło się 6:1, 6:7(5) i o wszystkim decydować musiał trzeci set.

I znów to Świątek wyszła na prowadzenie z przełamaniem, miała wynik 3:1 i piłkę na kolejnego gema. Ale to Caty McNally potrafiła podnieść się w niesamowitym stylu i wróciła do równowagi serwisu. Wszystko wskazywało na to, że wciąż czekają nas ogromne emocje i nic nie jest rozstrzygnięte.

Panie szły cios za cios, a z boksu trenerskiego Świątek coraz częściej dobiegały głosy wsparcia ze strony Macieja Ryszczuka i Darii Abramowicz. I w tym arcyważnym momencie, gdy decydowały pojedyncze punkty, Polka weszła na wyżyny swoich umiejętności na returnie i ponownie przełamała Amerykankę. Prowadziła już 5:3 i serwowała po wygraną i awans do trzeciej rundy.

Tym razem nie zmarnowała swojej szansy! Iga Świątek po absolutnym dreszczowcu zameldowała się w trzeciej rundzie po zwycięstwie 6:1, 6:7(5), 6:3. Teraz wie, że zagra z Elisabettą Cocciaretto lub Emmą Navarro. Ale są też natychmiastowe konsekwencje.

Po tej wygranej Polka obroniła już wszystkie punkty zdobyte w Rzymie rok temu. Teraz każda kolejna wygrana może tylko poprawić jej pozycję w rankingu. Pojawia się szansa na odrobienie strat do Aryny Sabalenki i Jeleny Rybakiny.

Iga Świątek — Caty McNally 6:1, 6:7(5), 6:3

Related Articles

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to top button