News CA

Świątek zrobiła coś niewytłumaczalnego. To wykrzyczała do trenerów [OPINIA]

To był jeden z najdziwniejszych meczów Igi Świątek w karierze. Po świetnym pierwszym secie (wygranym 6:1) Polka zaliczyła niewytłumaczalną spiralę błędów i przegrała drugiego seta w takim samym stosunku. Ostatecznie, zwyciężyła z Anną Kalinską (WTA 33.) 6:1, 1:6, 6:1, ale po meczu nazbierało się dużo niepokojących wniosków.

To wykrzyczała do trenerów. Jakie jest źródło problemów Świątek?

“Nie wiem, co się stało” – wykrzyczała do swojego sztabu trenerskiego po nieudanym drugim secie. To, co się działo w ciągu tych kilkudziesięciu minut jest po prostu logicznie niewytłumaczalne.

ZOBACZ WIDEO: Były niemiecki piłkarz znów to zrobił. Tak wybrał się w góry

13 procent wygranych piłek po pierwszym serwisie to wynik, którego nigdy nie widziałem w zawodowym tenisie, a co dopiero u wiceliderki rankingu WTA. Ba, Świątek pierwszego seta zagrała po prostu na wysokim poziomie i nic nie wskazywało na to, że jej tenis się tak pogorszy.

Widać było, że Świątek jest zaskoczona tym, że Kalinska trafiła kilka nieoczywistych zagrań. Kiedy przyszła presja, to Polka zaczęła się coraz bardziej mylić. Po Idze było widać rezygnację i załamanie, że jej uderzenia nie przynoszą takiego efektu, jak w pierwszym secie.

Po raz kolejny wychodzi brak planu B u Świątek. Jej jedynym lekarstwem na kłopoty było granie coraz mocniej, a to powodowało tylko kolejne błędy. A to przecież urozmaicenie gry w pierwszym secie przyniosło jej tak dobry wynik. W newralgicznych momentach Polka upraszcza swój tenis, dużo ryzykuje, a to przynosi efekt odwrotny do zamierzonego. Brakowało spokoju.

Ważniejsze jest pytanie: nie, co się stało, ale dlaczego tak się stało. Świątek coraz częściej zdarzają się takie mecze, w których po udanym pierwszym secie notuje niczym niewytłumaczalny regres. Partie przegrywane 0:6, 1:6 powoli stają się normą.

Taki wynik nie jest konsekwencją jakieś fenomenalnej postawy Rosjanki. Te sety przegrane 0:6, 1:6 w większości nie wynikają z tego, że przeciwniczki Polki jakoś diametralnie podnosiły swój poziom. Problem siedzi w głowie. I tylko najbliżsi ze sztabu Świątek wiedzą, z czego on wynika.

To czeka Polkę dalej. Dwie możliwości

Po wycofaniu się Naomi Osaki w czwartej rundzie zmierzy się z reprezentantką gospodarzy Maddison Inglis. Australijka zajmuje jednak 168. miejsce w światowym rankingu i nie chce mi się wierzyć, że Polka ma z nią szanse przegrać. Świątek po prostu nie zwykła notować wpadek z aż tak nisko notowanymi przeciwniczkami. Moim zdaniem ćwierćfinał ma już pewny.

Pytanie tylko, co dalej. Jeśli chce wygrać Australian Open i zdobyć wielkiego szlema kariery już w tym sezonie, to musi się zdecydowanie poprawić i to nie stricte tenisowo, ale czysto mentalnie. W ewentualnym ćwierćfinale z Jeleną Rybakiną czy nawet Elise Mertens nie może sobie pozwolić na taką niewytłumaczalną obniżkę poziomu.

Moim zdaniem pod względem formy tenisowej Iga jest przygotowana, by wygrać swój siódmy wielkoszlemowy tytuł w karierze. Pytanie tylko, czy mentalnie. Takie spotkanie jak z Kalinską, może być zwiastunem problemów. Ale odpowiednio przepracowane może być mitem założycielskim, na którym Świątek zbuduje swój kolejny wielki sukces. Oby ta druga możliwość się zmaterializowała.

Arkadiusz Dudziak, dziennikarz WP SportoweFakty

Related Articles

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to top button