Dwie zmiany w kadrze. Taką “11” mamy zagrać ze Szwecją

Ze Sztokholmu Mateusz Skwierawski
Jeszcze tydzień przed meczem z naszą kadrą mało kto wierzył w reprezentację Szwecji. Tutejsi kibice byli załamani tym, co ich drużyna zaprezentowała w kwalifikacjach do mistrzostw świata. Zaledwie dwa zdobyte punkty po remisach ze Słowenią obnażyły szwedzką kadrę. U naszych rywali jest sporo podobieństw do polskiej reprezentacji.
Szwedzi musieli sięgnąć dna, by się od niego odbić. Zajęli ostatnie miejsce w swojej grupie eliminacyjnej, uratowały ich tylko dobre wyniki z Ligi Narodów (wygrana dywizji C), dlatego otrzymali możliwość gry w barażach o awans na turniej w Kanadzie, USA i Meksyku.
ZOBACZ WIDEO: Kędziora pamięta barażowe zwycięstwo ze Szwecją. “Mam nadzieję, że powtórzymy tę historię”
Diament z niższych lig
Za tym wszystkim stoi Graham Potter, który podobnie jak Jan Urban w polskiej kadrze, w krótkim czasie odmienił atmosferę wokół drużyny. W debiucie przegrał ze Szwajcarią (1:4) i zremisował ze Słowenią (1:1), ale już w kolejnym spotkaniu jego drużyna pokonała Ukrainę (3:1) w półfinale baraży. I nagle nadzieje szwedzkich kibiców odżyły.
Urban przywrócił w polskiej kadrze normalność, czyli stabilizację składu, przewidywalność i powtarzalność taktyczną w meczach. Piłkarze chwalili go za prosty i konkretny przekaz, za zrozumiały, piłkarski język. Potter poszedł tą samą drogą. Podobne przemyślenia na temat Anglika mają jego zawodnicy.
– Grają o wiele lepiej w defensywie, nie stosują bardzo wysokiego pressingu. Są skuteczni i co najważniejsze: grają drużynowo. To zasługa Pottera – mówił nam Bartosz Grzelak, były szkoleniowiec między innymi AIK-u Solna i asystent w szwedzkiej kadrze do lat 21.
Anglik jest dobrze znany w Szwecji. Zanim wypłynął na szerokie wody i pokazał się w Premier League, przez siedem lat (2011-18) prowadził FK Ostersund, awansował z IV ligi do ekstraklasy, zdobył wicemistrzostwo Szwecji, wygrał krajowy puchar i awansował do fazy grupowej Ligi Europy. Wydaje się, że nie mógł więcej wycisnąć z tej przygody.
Jego styl gry stał się rozpoznawalny w Europie. Postawił na rozgrywanie akcji od bramki z zastosowaniem szybkiego odbioru, do tego stosował wymienność pozycji u zawodników z naciskiem na futbol efektowny dla widza. Gdy prowadził Brighton, Pep Guardiola nazwał go “najlepszym z angielskich trenerów”.
Po kolejnych siedmiu sezonach spędzonych na Wyspach (Swansea, Brighton, Chelsea, West Ham) wrócił tam, gdzie zaczynał.
Harry Potter wlał nadzieję
Szwedzkie media porównują tutejszego selekcjonera do Harry’ego Pottera, młodego czarodzieja z cyklu powieści J.K. Rowling. Tutejsi dziennikarze zwracają uwagę, że odmienił wizerunek kadry jak za pomocą różdżki.
Stąd gospodarze, którzy jeszcze niedawno wykluczali szansę awansu na mundial, teraz nakręcają się przed wtorkowym meczem. Na Strawberry Arena, stadionie niemal zrośniętym z ogromną galerią handlową, ma być komplet – niemal 50 tys. kibiców. Dwa tysiące wejściówek na sektor gości mieli otrzymać Polacy, choć przewiduje się znacznie więcej fanów naszej kadry, którzy będą rozsiani po trybunach.
– Jak to bywa wśród kibiców, po wygranej pojawia się myślenie, że teraz Szwedzi mogą pokonać każdego – uśmiecha się Grzelak.
Ile zmian?
Rywale są mocno osłabieni. Nie zagrają gwiazdy: Dejan Kulusevski, Alexander Isak i Isak Hien. Do składu Biało-Czerwonych wraca z kolei Nicola Zalewski. W czwartek w Warszawie pauzował za żółte kartki.
– Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby taki zawodnik nie grał. Tak samo byłoby w meczu z Albanią. Mogę powiedzieć, że wystąpi – Jan Urban mówił wprost na konferencji prasowej.
Wszystko wskazuje na to, że nie będzie to jedyna zmiana w składzie polskiej drużyny. Zalewski najpewniej zajmie miejsce Filipa Rózgi, ale wystąpi na boku boiska – na tzw. wahadle.
Niewykluczone, że od pierwszej minuty wystąpi także Bartosz Slisz. W meczu z Albanią Sebastian Szymański dobrze spisywał się w odbiorze piłki, ale nie jest on klasycznym, defensywnym pomocnikiem, co było widać chociażby w sytuacjach, gdy rywale wyprowadzali kontrataki.
Taką pozycję zabezpiecza Slisz i jego obecność w spotkaniu ze Szwecją może okazać się niezbędna do utrzymania równowagi pomiędzy obroną a atakiem.
Mamy przewagę
Polska kadra zagra we wtorek z odradzającą się drużyną, ale sama ma nad Szwecją przewagę kilku przepracowanych już, kolejnych podpunktów wtajemniczenia. Odkąd Jan Urban został selekcjonerem, nasza kadra z siedmiu spotkań wygrała pięć i dwa zremisowała. Przestała przegrywać, wypracowała dawno niewidzianą korzystną serię. Wygląda na to, że oduczyła się rozczarowywać, co czyniła regularnie w ostatnich trzech cyklach eliminacyjnych.
Piłkarze Urbana rozpoczęli nowy etap. Potrafili postawić się Holandii (dwa remisy po 1:1) i odwrócić losy meczu z Albanią (2:1), mając nóż na gardle i ogromny ciężar presji na plecach.
Było to spotkanie o tyle istotne, bo piłkarze Urbana wygrali je charakterem, uporem, determinacją. Nie powtórzyli sytuacji, która miała miejsce dość często w ostatnich latach: gdy w przypadku niepowodzenia nie potrafili odwracać losów rywalizacji, co zaczęło się już za kadencji Paulo Sousy w 2021 roku.
Z Albanią w końcu było inaczej. Mimo że przez ponad pół godziny spotkania drużyna Urbana grała źle, była liczona, przeciwnicy zmarnowali dwie stuprocentowe sytuacje, polscy piłkarze zepchnęli rywala do narożnika i zadali dwa nokautujące ciosy.
Ta grupa zawodników w ostatnich miesiącach przeżyła ze sobą dużo więcej niż tylko jeden wygrany mecz barażowy (jak Szwecja). Od czerwca ubiegłego roku, czyli krachu w reprezentacji, aferze z opaską kapitańską, przegranej z Finlandią (1:2), zmianie selekcjonera zupełnie niespodziewanie, nagl, ez dnia na dzień, wbrew logice poprawiły się wyniki i atmosfera. Daje to ogromną przewagę w spotkaniu, w którym będą kipiały emocje.
Mecz Szwecja – Polska odbędzie się we wtorek, 31 marca o godz. 20:45. Zwycięzca pojedzie na mistrzostwa świata (11 czerwca – 23 lipca) i zagra w grupie z Holandią, Japonią i Tunezją.
Przewidywany skład na mecz ze Szwecją:
Polska: Kamil Grabara – Tomasz Kędziora, Jakub Bednarek, Jakub Kiwior – Matty Cash, Bartosz Slisz, Sebastian Szymański, Piotr Zieliński, Nicola Zalewski – Jakub Kamiński, Robert Lewandowski.
Mateusz Skwierawski, WP SportoweFakty




