Koniec trudnego okresu dla Wisły Kraków. Klub wraca do elity z zupełnie nową strategią

Doskonale pamiętam dzień, w którym Wisła pożegnała się z Ekstraklasą. Spadek na stadionie w Radomiu miał coś symbolicznego – kibice, którzy pamiętali jeszcze boje z Realem Madryt, Barceloną, Lazio Rzym czy AC Parmą, musieli wtedy pogodzić się z myślą, że ich klub jest za słaby, by mieć prawo występowania w Radomiu.
Kibice, którzy pamiętali jeszcze boje z Realem Madryt, Barceloną, Lazio Rzym czy AC Parmą, musieli wtedy pogodzić się z myślą, że ich klub jest za słaby, by mieć prawo występowania w Radomiu
Po meczu niewielu piłkarzy chciało rozmawiać. Tamta drużyna była wystraszona, bez piłkarskich liderów, a jej bojowość przedstawiał tylko Zdenek Ondraszek – zawodnik charakterny, ale piłkarsko coraz słabszy. Zresztą jego ciężka kontuzja w ostatnim meczu z Wisłą Płock też dała sygnał, że w przyszłości charakter zespołu trzeba będzie budować od nowa. Po spadku do kibiców podszedł tylko Kazimierz Kmiecik, reszta schowała głowę w piasek.
Później nastały cztery ciężkie sezony. A właściwie to trzy, bo ostatni był już tylko przyjemnym spacerem ku Ekstraklasie. W tym czasie budowano jednak nie tylko drużynę gotową na awans, ale cały klub.
Wisła cały czas mierzyła się z problemami finansowymi, a rękę po pieniądze wyciągały firmy, które czekały na nie już grube lata. Podpisywano ugody, reperowano budżet, próbowano na nowo zbudować markę, która przez lata mocno się zdewaluowała.
- Wisła Kraków – GKS Katowice. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA NA ŻYWO]
- Nafciarze ruszyli na Jasną Górę. Trzy gole na inaugurację. 17-letni debiutant antybohaterem
Za trzy dni minie dokładnie 10 lat, odkąd oddano władzę w klubie Jakubowi Meresińskiemu. To wtedy zaczęły się historie z Vanną Ly oraz kibolami. Tę sytuację naprawiało trio ratowników, ale należy pamiętać, że Jakub Błaszczykowski, Jarosław Królewski i Tomasz Jażdżyński też długo nie byli gwarantami sukcesu. Ugasili pożar organizacyjny, ale wzniecili sportowy. Gdy Wisła chyliła się ku I lidze, Jażdżyński zajmował się udowadnianiem światu, że Wisła jest starsza od Cracovii, Królewski snuł opowieści o AI, a wszystkiemu nie pomogli też bracia Błaszczykowscy (Dawid był wówczas prezesem).
Układanie klocków na nowo trwało cztery lata. Poszukiwanie trenerów (raz przy AI, a raz tuż pod nosem), przeprowadzanie transferów (też bardzo różnymi drogami), odzyskiwanie zaufania kibiców. To wszystko wymagało czasu i – jak się okazało – dość długiego.
Wisła Kraków. Do Ekstraklasy wraca zupełnie inny klub
Dziś do Ekstraklasy Wisła wraca jednak jako zupełnie inny klub. Kibole głowy na razie nie wychylają (co – patrząc na TS Wisła – wcale nie musi być tak oczywiste), budowanie drużyny ma widoczną strategię (przynajmniej, jeśli chodzi o skonstruowanie zespołu, który dał awans), a kibice coraz mocniej traktowani są jako partnerzy, ale także wymagający klienci. Poprawiono catering, usprawniono wejścia na stadion, otworzono nowoczesny sklep. Ludzie poczuli, że Wisła ich potrzebuje, a w zamian potrafi się odwdzięczyć. Efekt? Awans do Ekstraklasy przy średniej frekwencji niemal najwyższej w kraju.
To wszystko musiało się wydarzyć, by dziś znowu wkroczyć do elity. Cztery lata czyśćca nic jednak nie gwarantują, a Ekstraklasa to kolejny sprawdzian nie tylko dla klubu i piłkarzy, ale także dla kibiców. Bo nie można wykluczyć, że cierpliwość znów będzie tu na wagę złota.
Piotr Jawor
Chcesz częściej widzieć treści Interia Sport w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł, otwiera się w nowym oknie
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas




